|
Nowym zjawiskiem tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego jest pojawienie się paneuropejskiego ruchu założonego przez irlandzkiego miliardera Declana Ganleya. Oddziały Libertas powołano w wielu krajach europejskich. Także w Polsce została zarejestrowana przez Sąd Okręgowy w Warszawie partia Libertas Polska. Wbrew panującym niekiedy w naszym kraju obiegowym opiniom Libertas nie jest ruchem antyunijnym. Proeuropejskie stanowisko Libertas jest oczywiste dla środowisk prawicy narodowej w wielu krajach. Zresztą jego twórca nigdy tego nie ukrywał.
Superpaństwo jest OK Ganley niejednokrotnie mówił, że Unia Europejska jest jednym z najbardziej sensownych i godnych pochwał projektów politycznych w historii, a on sam jest dumny, że może mieć wkład w jej przyszły sukces. W jednym z wywiadów powiedział: "I niech ludzie, którzy mówią, że Libertas jest partią eurosceptyczną, przestaną kłamać. Jesteśmy proeuropejscy" ("Dziennik", 6 maja 2009 r.). Ganley odrzuca model Europy Ojczyzn, suwerennych państw narodowych na rzecz superpaństwa z wybieranym przez wszystkich mieszkańców kontynentu prezydentem, parlamentem, jednolitą walutą, a także... traktatem europejskim, tyle że innym od lizbońskiego, bardziej "demokratycznym" i uproszczonym. Owszem, Ganley krytykuje Unię Europejską, ale z pozycji federalistycznych, w myśl zasady: Bruksela tak, wypaczenia nie. Jak słusznie zauważył Rafał Ziemkiewicz ("Rzeczpospolita", 13 maja 2009 r.), Ganley snuje wizję europejskich Stanów Zjednoczonych i jest bardziej prounijny niż zwolennicy traktatu lizbońskiego! Również euroentuzjastyczną postawę twórcy Libertas potwierdza konserwatywny publicysta i jednocześnie zwolennik tego ruchu: "Libertas - protestując przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu - w gruncie rzeczy jest partią proeuropejską, kosmopolityczną, która protestuje nie przeciwko samej zasadzie Unii Europejskiej, lecz tylko przeciwko jej konkretnej realizacji przez socjalistów z Brukseli. (...) Libertas nigdy nie była i nie jest partią negującą sens integracji europejskiej, co więcej, partia ta nawet chce ją pogłębiać, m.in. przez stworzenie instytucji 'prezydenta europejskiego', wybieranego przez wszystkich obywateli Europy w głosowaniu powszechnym" (Adam Wielomski, "Narodowo-kosmopoliczny Libertas", www.konserwatyzm.pl). Sztandarowym hasłem Libertas jest odrzucenie traktatu lizbońskiego. Tymczasem tak naprawdę Ganley chce jedynie zastąpić skompromitowany traktat innym, "silnym traktatem" o charakterze konstytucyjnym. Istota zatem pozostaje ta sama - federacyjne superpaństwo z konstytucją, tyle że bardziej przejrzystą. Na internetowej stronie Libertas Ganley deklaruje: "Europa potrzebuje silnego Traktatu. Traktatu, który jest czytelny i w swej formie dostępny dla każdego obywatela UE, i który każdy obywatel będzie mógł zaakceptować w referendum. Stworzenie zwięzłego i czytelnego Traktatu nie dłuższego niż 25 stron, wydaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem. Musi być to również Traktat, który zachęci ludzi do zapoznania się z jego treścią, a co więcej, pełnym jej zrozumieniem i akceptacją". Stanowisko Ganleya nie pozostawia złudzeń. Traktat lizboński to bardzo zła wersja konstytucji europejskiej. Musi zostać odrzucony, gdyż utrudnia zrealizowanie projektu wspólnej Europy i ma charakter antydemokratyczny. Czy zatem kampania Libertas do Parlamentu Europejskiego to nie jest działanie na rzecz nowego, "demokratycznego" traktatu konstytucyjnego? Szalenie niebezpiecznym postulatem Ganleya jest zwiększenie uprawnień Parlamentu Europejskiego. Rozszerzenie kompetencji tej instytucji oznaczałoby inwazję rozwiązań legislacyjnych narzuconych państwom członkowskim, przede wszystkim w zakresie ustawodawstwa wymierzonego w rodzinę, religię i zasady etyczne. Można sobie również wyobrazić nakazy, rezolucje i różnorodne petycje uderzające w Polskę, potępiające nasz rzekomy antysemityzm, nacjonalizm, ksenofobię, brak tolerancji.
Na froncie unijnego postępu Warto zwrócić uwagę, że Libertas jest historycznie pierwszą, ogólnoeuropejską partią polityczną. Przypomnijmy, że utworzenie europartii to jeden z najważniejszych postulatów euroentuzjastów z Europejskiej Partii Ludowej i Europejskiej Partii Socjalistów. Artykuł 138a traktatu o utworzeniu Wspólnoty Europejskiej z Maastricht zawiera następujący zapis: "Partie polityczne na płaszczyźnie europejskiej stanowią istotny czynnik integracyjny wewnątrz Unii. Przyczyniają się one do formowania europejskiej świadomości i wyrażania woli politycznej obywateli Unii". Dla architektów UE partie polityczne (europartie) są znakomitym narzędziem tworzenia tzw. tożsamości europejskiej i realizacji postaw poprawności politycznej. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Unii Europejskiej z 4 września 2003 roku, każda europartia może otrzymać za pośrednictwem PE dotację z budżetu Unii. Warunkiem jest istnienie oddziałów w co najmniej jednej czwartej krajów członkowskich i udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Rozporządzenie wymaga ponadto od partii respektowania zasad, na "których zbudowana jest UE, tak jak zostały one zapisane w traktatach i uznane w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej". Zapis ten może oznaczać, że ugrupowania polityczne o charakterze narodowym, katolickim, patriotycznym zostaną zepchnięte na zupełny margines. "Mędrcy unijni" - pod pretekstem niespełnienia przez te ugrupowania "norm unijnych" - nie zaakceptują ich statusu i pozbawią funduszy. Ustawodawstwo unijne i czynnik finansowy ma ukształtować model "partii ogólnoeuropejskiej" i doprowadzić w ten sposób do tego, żeby w przyszłości w wyborach do Parlamentu Europejskiego skutecznie uczestniczyły tylko "europartie" wyznaczające unijną świadomość narodową. 2 lutego 2009 roku na sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu partia Libertas została uznana za "partię europejską" i uzyskała z budżetu Unii 200 tysięcy euro. Przypomnijmy, że najliczniejsza w PE Europejska Partia Ludowa (w jej skład wchodzą również europosłowie z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego) otrzymuje rocznie dotację w wysokości 3,4 mln euro.
Partia bez właściwości Libertas nie posiada jasno określonej doktryny i programu politycznego. Istotą tej partii jest eklektyzm. W kilkunastu krajach europejskich zgromadziła ludzi o różnych poglądach - od libertyńskich i skrajnie lewicowych do konserwatywno-narodowych. Przykładowo, we Francji ten paneuropejski ruch reprezentuje wprawdzie m.in. konserwatywny polityk Philippe de Villiers, ale już w Hiszpanii Libertas tworzą członkowie ugrupowania Obywatele, które popiera politykę socjalistycznego premiera Zapatero odnośnie do aborcji, "małżeństw" homoseksualnych i walki z religią katolicką. Ugrupowanie to opowiada się za legalizacją prostytucji, marihuany i eutanazji. Równocześnie z list Libertas kandyduje do PE lider hiszpańskiego ruchu pro-life. W Danii jednym z liderów Libertas jest Jens-Peter Bonde, założyciel lewackiego, antyunijnego ruchu, wieloletni członek Komunistycznej Partii Danii oraz innych lewackich ugrupowań. W Portugalii Libertas tworzą działacze libertyńskiej, ekologicznej Partii Ziemi. W Holandii listę Libertas otwiera Eline van den Broek, zwolenniczka aborcji i eutanazji. Oddział Libertas w tym kraju tworzy partia, której liderzy działają w Parlamencie Europejskim w ramach Europejskiej Partii Zielonych, która walczy m.in. o "równouprawnienie mniejszości seksualnych". W Niemczech obok libertarian i euroentuzjastów w partii Ganleya znaleźli się chrześcijańscy konserwatyści. Na Litwie Libertas tworzy partia założona przez znanego aktora i satyryka. Ostatnio Libertas w Wielkiej Brytanii - o czym pisał "Nasz Dziennik" - wynajął modelkę, która naga, wymalowana na niebiesko, z żółtymi unijnymi gwiazdkami spacerowała po ulicach Londynu, propagując Libertas. W Polsce trzon tej partii tworzą działacze Ligi Polskich Rodzin skupieni wokół Romana Giertycha, skompromitowani i odpowiedzialni za rozkład tego ugrupowania, zapewne teraz przekonani, że dzięki wejściu do nowej struktury uda im się zaistnieć na scenie politycznej. Nachalną promocję Libertas Polska prowadzi telewizja publiczna pozostająca w rękach tej grupy. Mimo to Libertas w sondażach nie przekracza jednego procenta. Przede wszystkim jednak należy podkreślić, że ugrupowanie to będące zbiorowiskiem ludzi o przeróżnych poglądach nie jest żadnym dobrym pomysłem na nową jakość polityczną. Tylko co na listach Libertas Polska robią osoby powszechnie kojarzone z nurtem patriotycznym? Swoim zaangażowaniem w tę inicjatywę dali dowód co najmniej braku rozeznania politycznego, ale i braku charakteru.
|