Nasze cele

Chcemy naprawy Rzeczypospolitej. Nasze cele to: służba ojczyźnie, obrona suwerenności, rozwój gospodarczy Polski, wspieranie rodziny, etyka oparta na katolickiej nauce społecznej. czytaj dalej...

Najnowsze filmy

RocketTheme Joomla Templates

czytaj dalej...

www.klubypatriotyczne.pl -----------------------
Reklama
Akcja prof. J. R. Nowaka w szerszej perspektywie Drukuj Email
Artykuły
Wpisany przez prof. Bogusław Wolniewicz   
Niedziela, 15 Czerwiec 2008 12:50

Przemówienie prof. Bogusława Wolniewicza do Krakowa na spotkanie 15 czerwca 2008

I

Zebraliśmy się w ważnej sprawie: by wysłuchać raportu prof. J. R. Nowaka z jego wielkiej akcji odczytowej w obronie Kościoła i Polski przed oszczercami. Spotykamy się znowu w Krakowie, bo to tutaj, 9 lutego, ta wspaniała akcja się zaczęła - z udziałem wielu z Państwa tu teraz obecnych. To Wasze stanowcze poparcie dało akcji Pana Profesora niezbędny impuls początkowy. Można rzec, to Wyście uruchomili Nowaka: daliście jemu taki nabój energii, który pozwolił my, człowiekowi przecież już niemłodemu, występować przez cztery miesiące, średnio co 2 - 3 dni, po różnych miastach Polski, od jej krańca do krańca. (W poniedziałek, 9 czerwca, jubileuszowe 50-te spotkanie odbyło się w Jaśle - a były już i dalsze.)

Waszą w tym zasługę streszczę w trzech słowach: szacunek Wam, Rodacy!

Nie przypadkiem wielka akcja odporu, podjęta przez prof. Nowaka, zaczęła się tu w Krakowie. Bo to właśnie tu, w tym królewskim grodzie, „przekroczony został pewien próg agresji" - jak to kiedyś ujął celnie sam prof. Nowak („Minął miesiąc", 29/3.08). A próg ten przekroczono podwójnie:

  • najpierw przez to, że wydając w Polsce ów antypolski i antykatolicki paszkwil tego Grossa, tym samym paszkwil ten uwierzytelniono;
  • dalej zaś przez to, że urządzając na jego cześć wielką fetę, i to w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego, wielkiej uczelni europejskiej, przydano paszkwilowi splendor naukowości, na który w najmniejszym nawet stopniu nie zasługuje.

Publikacja w Polsce książki Grossa - książki do szpiku tendencyjnej i nam wrogiej - był prowokacją dużego kalibru. Po takiej prowokacji milczeć, znaczyłoby, do niej się przyłączać. Nie my! Odpowiedzią naszą jest właśnie akcja prof. Nowaka i to żywiołowe poparcie, jakiego jej wszędzie udzielamy. Polska panu profesorowi Nowakowi coś zawdzięcza.

Oczywiście, akcja prof. Nowak spotkała się z drugiej strony - tzn. ze strony samych owych prowokatorów i ich podręcznych - z wściekłymi atakami, pełnymi kłamstw i pomówień, oszczerstw i wyzwisk. Tak np. pewien drugorzędny polonista warszawski, niejaki prof. Głowiński, polski Żyd uratowany jako dziecko od zagłady przez samą śp. panią Irenę Sendlerową, pozwolił sobie nazwać pana prof. Nowaka „komiwojażerem antysemityzmu", publicznie.. A inny podręczny - ten już tu z Krakowa, i to, rzecz nie do wiary, osoba duchowna - miała czelność określić nasze podniosłe spotkanie z 9 lutego w bazylice o. Jezuitów jako „antysemicki happening", czyli publiczny wygłup. Hańba tym oszczercom, skądkolwiek pochodzą - i wszystkim ich koleżkom.

 

II

Akcja prof. Nowaka imponuje swoim rozmachem i swoją skutecznością. Wydanie i rozreklamowanie w Polsce paszkwilu Grossa to była bomba z opóźnionym zapłonem podłożona pod naszą samowiedzę narodową. Przez akcję prof. Nowaka bomba została rozbrojona, i tę sprawę mamy z głowy - dzięki J. R. Nowakowi i tym wszystkim , którzy jego akcję tak zdecydowanie poparli.

Na akcję prof. Nowaka trzeba jednak spojrzeć także z dużo szerszej perspektywy: nie krajowej tylko, lecz europejskiej. Jest ona bowiem cząstką wielkiej próby sił, której arenę stanowi cała cywilizacja Zachodu, od Dniepru do Kalifornii. Przez cywilizację tę biegnie bowiem dzisiaj głębokie pęknięcie, takie przez pół - i z góry do dołu. Dzieli ono ją na dwa przeciwne obozy: na obóz chrześcijańskiej stateczności i powściągliwości, oraz obóz rozkiełznanego libertyństwa i lewactwa.

Lewactwo jest ostro w natarciu. Strona chrześcijańska dotąd wciąż się cofała, ustępowała pola bez walki. A oto teraz, po pontyfikacie Jana Pawła II i za pontyfikatu Benedykta XVI, jej miękki dotąd opór sztywnieje, jeszcze mało widocznie, ale już wyczuwalnie. Przykładem najbliższym jest obecność Państwa tutaj. Przykładem jest też cała akcja prof. Nowaka i ten silny oddźwięk, jaki znalazła.

A znaczenie ponadkrajowe ma ta akcja dlatego, że takie jest w Europie znaczenie Polski.

Znaczenie Polski w jednoczącej się w bólach Europie jest większe, niż się na oko wydaje - większe niż jej waga ekonomiczna i siła militarna. Nie ma też na nie żadnego wpływu, czy jakieś mecze wygrywamy, czy przegrywamy.

Na europejskie znaczenie Polski składają się cztery czynniki:

primo - leżymy w samym środku Europy. Bo jej centrum geograficzne to są trzy kraje: Niemcy, Polska i Czechy.

secundo - w Unii jesteśmy jednym z sześciu krajów dużych, tzn. liczących ponad dwadzieścia milionów mieszkańców. Pozostałe dochodzą najwyżej do dziesięciu.

tertio - wśród tych sześciu dużych jesteśmy dziś krajem najbardziej katolickim. To nie u nas kościały świecą pustkami; i nie u nas zamieniane są na dyskoteki czy kręgielnie, ani na meczety. Dla ofensywy lewactwa na Kościół stanowimy dziś w Europie główną zawadę. I wreszcie:

quatro - jako naród jesteśmy trudni do ujarzmienia. Trudno przez to co prawda nami rządzić, i sami na tym cierpimy. Ale przez tę pewną nieujarzmioność jesteśmy też trudno obliczalni: trudno przewidzieć, kiedy się postawimy w poprzek - jak w 39-tym ekspansji hitlerowskich Niemiec. A także temu lewactwu, co tak triumfalnie kroczy dziś przez stolice Europy - Paryż, Brukselę, Madryt i szykuje się opanować Warszawę. Niedoczekanie ich!

Na tych czterech czynnikach opiera się nasze znaczenie. Stanowią one obiektywny fakt, z którym każdy rozsądny polityk musi się liczyć; i z którym faktycznie liczył się nawet Stalin.

 

III

Ta nieujarzmioność i pewna nasza skłonność do samowoli sprawiają też, że jesteśmy dość odporni na jady tzw. „politycznej poprawności" - krócej polit-poprawności.

Polit-poprawność jest to po prostu kodeks lewackiej prawomyślności: zbiór cichych przepisów, jak mam myśleć i co mam mówić, a czego mi ani powiedzieć, ani nawet pomyśleć nie wolno - pod grozą lewackiej klątwy. (Takiej jak chociażby ta, którą ostatnio 25 lewackich koryfeuszy i koryfeuszek rzuciło na dwóch historyków z IPN za książkę demaskującą źródłowo krętactwa Wałęsy.) Według polit-poprawnego kodeksu każdy ma zawsze wychwalać pod niebiosa „otwartość" i „tolerancję", a potępiać jak zbrodnię „nacjonalizm" i „ksenofobię". Za najstraszniejszy zaś ze wszystkich grzechów - taki, co wyłącza wręcz za nawias społeczeństwa - ma uważać „antysemityzm"; i biada temu, na kogo padnie takie podejrzenie, a nawet choćby jego cień. To śmierć cywilna.

Jako formacja ideologiczna polit-poprawność cechuje się niezwykłą wprost agresywnością, a jej główne ostrze godzi w chrześcijaństwo. Miesiąc temu red. Bronisław Wildstein, człowiek bardzo rozumny i na pewno żaden klerykał, pisał arcysłusznie (Rzeczpospolita, 6.05.08):

„Ateizm przekształcił się od jakiegoś czasu w agresywną antyreligię. Jako taki dąży do eliminacji religii [z] przestrzeni publicznej. [.....] Jest chyba najbardziej nietolerancyjnym wierzeniem współczesnego Zachodu"

Ta nietolerancyjna „tolerancja" przybiera jednak w polit-poprawności także inne formy. Przed dwustu laty została w Kościele zniesiona inkwizycja - „urząd od ścigania heretyków". A w Polsce znieśliśmy ją nawet o jeszcze 250 lat wcześniej, za Zygmunta Augusta. I oto teraz, w XXI w., przywraca się ją gdzie indziej do ścigania heretyków nowej generacji: tych, co mają poglądy niezgodne z kodeksem polit-poprawności.

W końcu maja (Rzeczpospolita, 5.06.09) została powołana w Brukseli „europejska rada tolerancji" - ale nie przez Unię, tylko przez Europejski Kongres Żydów. Ma ona „zwalczać antysemityzm, ksenofobię i rasizm". Przewodniczącym rady został nasz ex-prezydent Aleksander Kwaśniewski, który powiedział o niej: „To prawdziwe wyzwanie XXI wieku". A jej inicjator, sekretarz generalny Europejskiego Kongresu Żydów Serge Cwajgenbaum oświadczył:

„Kwaśniewski to świetny kandydat na szefa rady. Doskonale pamiętamy jego zaangażowanie w dialog polsko-żydowski. Choćby przeprosiny w Jedwabnem".

Wprost wierzyć się nie chce. I niech mi nikt nie wyjeżdża tutaj z jakimiś „Sztolcmanami", bo ta stara kaczka nie ma tu nic do rzeczy. Pan Aleksander został po prostu wynagrodzony za oddane usługi, w tym także za swój nikczemny występ w Jedwabnem. Rzecz w czym innym. W Europie naprawdę powstała nowa inkwizycja, polit-poprawnościowa. Lewackie zamachy na wolność słowa i myśli zyskały nową, wyższą formę organizacyjną. Ponura to wiadomość.

 

IV

Lewacka polit-poprawność podmywa i rozmywa chrześcijańskie dziedzictwo Europy. Czyni to wielu sposobami. Wskażmy na koniec jeszcze jeden, szczególnie zdradliwy.

Od dwudziestu lat wprowadza się z uporem do obiegu pewien dziwaczny nowotwór językowy: „judeochrześcijaństwo". Mówi się o jakiejś „tradycji judeochrześcijańskiej", napomyka się o „judeochrześcijańskiej cywilizacji". Od tysiąca lat żyliśmy w Polsce przeświadczeni, że nasza wiara jest chrześcijańska. A tu naraz mówią nam, że to był błąd: nie chrześcijańska, tylko „judeochrześcijańska".

Nie podoba się nam to nowe nazwanie!

Powiedzmy więc tutaj jasno i wyraźnie: żadnego „judeochrześcijaństwa" nie ma i nigdy nie było. Wprowadzanie takiego określenia to propagandowy fałsz, podstęp lewaków. Nie dajmy się na to nabrać.

Judaizm i chrześcijaństwo to były zawsze dwie odrębne religie i tradycje. Owszem, mają ważny punkt styczny: Stary Testament, ten pień monoteizmu. Ale punkt ten dzielą także z islamem. Judaizm, chrześcijaństwo i islam to są trzy różne interpretacje Starego Testamentu - trzy różne sposoby rozumienia go. Rozumienie żydowskie wyraża się w Talmudzie; chrześcijańskie w Ewangelii; a muzułmańskie - w Koranie.

Mamy więc trzy interpretacje Starego Testamentu - talmudyczną, ewangeliczną i koraniczną - i trzy różne na nich wyrosłe religie, tradycje i cywilizacje. Mówić w tej sytuacji o jakimś „judeochrześcijaństwie", to jak mówić o jakimś „judeo-islamie". Nie ma czegoś takiego, tworzy się propagandową fikcję.

Ale - wrzasną nam zaraz - sam papież rzekł przecież, że Żydzi to „nasi starsi bracia w wierze"! Rzeczywiście tak powiedział: najpierw w 1986 r. podczas wizyty w rzymskiej synagodze, a potem jeszcze dwukrotnie (w 1999 r. na audiencji generalnej i w 2000 r. w Izraelu przy spotkaniu z dwoma naczelnymi rabinami, aszkenazyjskim i sefardyjskim). Cóż jednak wynika z tego w odniesieniu do nazwy „judeochrześcijaństwo"?

Nic nie wynika! Te słynne słowa Ojca Świętego to nie było orzeczenie papieskie o naturze chrześcijaństwa; to był wielki pojednawczy gest wobec starozakonnych. Była to historyczna propozycja, by razem, my i oni, wznieść się ponad zadawnione antagonizmy - zadawnione od dwu tysięcy lat - i podjąć dzieło ich stopniowego wygaszania.

I tu powiedzmy znowu całkiem wyraźnie: ten wielkoduszny gest Kościoła trafił w próżnię. Odpowiedzią drugiej strony były i są jedynie coraz to nowe i coraz dalej idące pretensje i roszczenia - włącznie z niesłychanymi wręcz próbami ingerowania w samą liturgię katolicką, to jądro każdej religii.

Doszło do tego, że nawet starą, piękną pieść wielkopostną „Ludu mój, ludu, cóżem ci uczynił" ogłoszono za wyraz „katolickiego antysemityzmu" i bezczelnie zażądano usunięcia jej z nabożeństwa Drogi Krzyżowej.

(Nie mówiąc o tym, że nie zdobyto się nigdy na najmniejszy odruch wdzięczności za to, że ów wielki gest Kościoła wyszedł od papieża - Polaka, jednego z rodu tych tak gorliwie zniesławianych. On I my usłyszeliśmy za to słowa „panie papież, weź pan te krzyże" - dla nas równie pamiętne jak tamte.)

Słowa o „starszych braciach" nie po to zostały wypowiedziane, by Ojciec Święty chciał przemianowywać wiarę chrześcijańską. Ani tym bardziej nie po to, by nieżyczliwi nam mieli nas czym dźgać.

Lewacy wszelkiej maści chcieliby przemianować chrześcijaństwa na polit-poprawne „judeochrześcijaństwo"; i w ten sposób zasiać w nas ziarno niepewności, kim my właściwie jesteśmy. To jest część ich światowej strategii, sterowanej przez jakieś - według celnego określenia X. biskupa Stefanka - anonimowe centra dowodzenia.

My, Polacy, powinniśmy stanąć tym zapędom w poprzek. Dość cofania się przed lewactwem i libertyństwem. Alleluja, i do przodu!

Co właśnie tu, w tej chwili, robimy.

 
Ruch Przełomu Narodowego
order discount viagra online | free viagra sample | price of viagra | cheap viagra | side effects of viagra | information about viagra | Purchase viagra | female viagra | cheap generic viagra