Nasze cele

Chcemy naprawy Rzeczypospolitej. Nasze cele to: służba ojczyźnie, obrona suwerenności, rozwój gospodarczy Polski, wspieranie rodziny, etyka oparta na katolickiej nauce społecznej. czytaj dalej...

Najnowsze filmy

RocketTheme Joomla Templates

czytaj dalej...

www.klubypatriotyczne.pl -----------------------
Reklama
Nowy głos w naszym życiu publicznym Drukuj Email
Artykuły
Wpisany przez prof. Bogusław Wolniewicz   
Czwartek, 30 Sierpień 2007 00:00

(Wypowiedź w audycji Radia Maryja "Minął miesiąc" 30.8.2008)

I.

1. W polskim życiu publicznym pojawił się nowy czynnik: jest nim zainicjowany prze prof. Jerzego Roberta Nowaka "Ruch Przełomu Narodowego". Tydzień temu wystąpił on z deklaracją programową w postaci "Listu otwartego do przywódców PiS", ogłoszonego na łamach "Naszego Dziennika" (22.8.08) i sygnowanego przez prof. Nowaka oraz trzech jego współpracowników: Krzysztofa Kawęckiego, Władysława Kucię i Stefana Stępkowskiego. Ten list zasługuje na uwagę.

Ruch Przełomu Narodowego - w skrócie "RPN" - nie jest pomyślany, jak rozumiem, jako jeszcze jedna partia polityczna. Pomyślano go jako szeroki ruch społeczny: jako nową formę organizowania się - albo lepiej - samo-organizowania się - opinii publicznej. Ruch taki zdaje mi się niezwykle potrzebny, gdyż partie polityczne - które w demokracji winny być wyrazicielami opinii publicznej - coraz bardziej stają się jedynie instrumentem rozmaitych klik; i wyrodnieją. Potrzebne są więc jakieś nowe formy organizacyjne, które by tę opinię wyrażały skuteczniej niż one. I taki właśnie zdaje mi się zamysł RPN-u, zamysł ważny i poważny.

Ruch Przełomu jest czymś nowym i jak każda rzecz nowa bywa łatwo źle rozumiany. Już słyszymy, że chodzi w nim jakoby głównie o to, żeby wprowadzić znowu Bogdana Pęka do Parlamentu Europejskiego. A to jest przykład na mentalność owych klik, tak one rozumieją działalność polityczną: jako przepychanie swojaków do żłobu. Tymczasem, jak sądzę, Ruch chce być czymś innym, wpływając na życie publiczne i polityczne obok partii, czy ponad nimi. Ta nowa forma samo-organizacji dopiero na naszych oczach powstaje, jest in statu nascendi. Ale dlatego właśnie wydaje się tak ważnym zjawiskiem w życiu społecznym, i chyba nie tylko na skalę polską.

"List otwarty" Ruchu Przełomu Narodowego do przywódców Prawa i Sprawiedliwości jest pierwszym poważnym podsumowaniem zeszłorocznej klęski wyborczej PiS-u. Jest podsumowaniem surowym, ale życzliwym; i takim, które wskazuje drogę do odzyskania przez PiS inicjatywy politycznej.

Według "Listu" przyczyny klęski PiS-u były dwie: lawiranctwo polityczne jego przywódców, które trwa zresztą do dziś; oraz utrata więzi z rzeszami wyborców, tego lawiranctwa nie pojmujących i nie akceptujących. Dlatego - mówią autorzy "Listu" - inicjatywę przywrócić może PiS-owi tylko jedno: jasny program działania i pełna  jednoznaczność  w jego realizacji.

 

2. Absolutnie trafnie określa się w "Liście" to, co stanowi - jak mówią jego autorzy - "decydujący sprawdzian" na polityczną wiarygodność PiS-u. Sprawdzianem tym jest stosunek do traktatu lizbońskiego i jego odrzucenia przez Irlandię. Sprzeciw Irlandczyków trzeba poprzeć jednoznacznie i bez ogródek: traktat lizboński wrzucamy do kosza, definitywnie! Po referendum irlandzkim cała koncepcja Unii musi być przemyślana na nowo. Nie chodzi przy tym o jakieś nowe manipulacje redakcyjne i jakąś trzecią wersję traktatu lizbońskiego. Był on bowiem od początku jedynie lekko zakamuflowaną drugą wersją niesławnego projektu konstytucji europejskiej, odrzuconego przez Francuzów i Holendrów. Teraz tę drugą wersję odrzucili Irlandczycy, więc może ktoś będzie chciał wepchnąć nam trzecią. Nie damy! Całą sprawę trzeba od podstaw przemyśleć na nowo, jak tego domaga się stale prezydent Klaus.

Jesteśmy za jednością Europy; i taki jest też ton "Listu". Rozumiemy także, że udział w Unii podnosi nasz kraj - nie od razu, ale stopniowo - na wyższy poziom cywilizacyjny. Nie możemy jednak nie widzieć, że w tejże Unii działają również potężne siły destrukcji, międzynarodówka oszalałego lewactwa i bezbożnictwa. Ta międzynarodówka swymi podstępnymi "traktatami" i kwieciście tak nazwanymi "kartami praw podstawowych" chce przekształcić Unię ze wspólnoty wolnych narodów w jakiś obóz reedukacyjny dla tych narodów, z Francją i Niemcami w roli obozowych kapo. Na to zgody być nie może.

Popierając Irlandczyków nasz prezydent winien rzec: Irlandia powiedziała "nie" i zasady demokracji są teraz wystawione na próbę. Dla nas próba ta musi polegać na tym, że my to ich referendum bezwzględnie szanujemy i uznajemy tym samym traktat lizboński za martwy. Zajmując wyraźnie takie stanowisko, nie rozbijamy bynajmniej idei Unii Europejskiej. Przeciwnie, my jej przez to bronimy przed zakusami lewactwa, które tę ideę muszą zniszczyć.

Tydzień temu ważne słowo w omawianej sprawie wypowiedział prymas Irlandii X. kardynał Sean Brady (Rzeczpospolita 25.8.08): "Przyczyną fiaska irlandzkiego referendum w sprawie traktatu lizbońskiego jest wrogość Unii Europejskiej wobec religii." X. prymas wyraził się oględnie, bo ogólnie. W istocie to nie "Unia" jako wspólnota narodów jest wroga religii, lecz ta lewacka międzynarodówka, która opanowała jej kierownicze centra i hochsztaplersko występuje teraz jako głos jej narodów. Co więcej, ta międzynarodówka widzi wroga nie tyle w "religii" w ogóle, ile konkretnie w religii chrześcijańskiej. Tamto jest tylko kamuflażem. Bo np. islam jej nie wadzi, toruje mu wręcz drogę. Trzy dni temu czytałem w gazecie, że rada miejska Kolonii nad Renem zatwierdziła plany postawienia obok katedry kolońskiej meczetu jeszcze większego niż ta olbrzymia katedra. Były sprzeciwy, ale rada miejska przeszła nad nimi do porządku - i to Unii nie razi.

Za swego głównego wroga unijne lewactwo uważa święty Kościół powszechny, bo nie jest ono niczym innym jak mutacją komuny; z jej ducha się wywodzi. Chrześcijaństwo jest ławą fundamentową, na której stoi cała cywilizacja Zachodu, ale lewak tego nie rozumie. Opętany swą "humanistyczną" utopią chce tę ławę strzaskać, a na jej miejscu postawić swoją nową wieżę Babel. Jedną stawiali już w Rosji i się zawaliła; ale nie dają za wygraną. Zaczynają znowu - i znowu od łamania zasad demokracji.

Trzeba tych budowniczych wieży Babel powstrzymać, a pierwszy krok na drodze do tego powstrzymania to właśnie to, co postuluje "List" Ruchu Przełomu: odrzucić traktat lizboński do korzenia, samą jego ideę i pomysł. Mogę się z tym listem tylko solidaryzować.

 

3. W "Liście" wskazuje się jeszcze drugi sprawdzian na polityczną wiarygodność PiS-u, równie namacalny jak ów pierwszy. Tym drugim sprawdzianem jest stosunek PiS-u do majątkowych i finansowych roszczeń amerykańskich organizacji żydowskich do Polski i Polaków. Ruch Przełomu domaga się w swym liście do PiS-u "ostatecznego zablokowania tych roszczeń - wbrew wzmożonym presjom z zagranicy".

Po trzykroć słusznie! Mamy tu bowiem do czynienia z akcją międzynarodowych szantażystów, którzy na straszliwym dramacie dziejowym, jakim była urządzona przez Niemców wielka zagłada Żydów europejskich, próbują dziś robić swoje mniejsze lub większe interesy.

Jak to zablokować? Całkiem prosto. Słyszymy, że we wrześniu Sejm ma uchwalać w tej sprawie jakąś ustawę, spreparowaną oczywiście przez PO. Słuchy na jej temat dochodzą już teraz jak najgorsze: że będzie to ustawa krętacka i kapitulancka, a to krętactwo będzie miało ukryć przed narodem jej kapitulanctwo.

Tymczasem ustawa w sprawie roszczeń winna być zupełnie prosta, składając się z jednego tylko krótkiego artykułu. Mogłaby brzmieć mniej więcej tak: "Rzeczpospolita Polska uznaje wszelkie kwestie materialne związane z zaszłościami i następstwami II wojny światowej za ostatecznie zamknięte. Sama Polska żadnych roszczeń z tego tytułu nie zgłasza; i niczyich roszczeń z tegoż tytułu rozpatrywać ani respektować nie będzie." I na tym koniec, raz na zawsze. A że będzie ryk? Niech będzie! Odporność na zagraniczne ryki sprzeczne z polską racją stanu to jest właśnie ten sprawdzian dla PiS-u - i dla każdej innej partii, która aspiruje w Polsce do rządów: czy słucha przede wszystkim głosu własnego narodu, czy swych zagranicznych protektorów.

 

4. Odnotujmy jeszcze jeden punkt z tego ważnego listu RPN-u. Przypomniano w nim słusznie to nikczemne poparcie, jakiego przed półtora rokiem nasze MSZ pod patronatem Anny Fotygi udzieliło antypolskiemu i antykatolickiemu paszkwilowi owego Grossa - po to zapewne, by się przypodobać jego amerykańskim mocodawcom. Na falach Radia Maryja sprawa ta była podnoszona niejednokrotnie, czemu więc kierownictwo PiS-u tu milczy? Czy jest "za" MSZ-etowską kliką promującą Grossa, czy przeciw niej? To jest trzeci sprawdzian na rzetelność jego intencji. Kierownictwo PiS-u myśli pewnie, że sprawa przyschnie. Nie przyschnie, za gruba na to była.

 

II.

1. Tyle o "Liście otwartym Ruchu Przełomu Narodowego do przywódców PiS". A teraz o czymś innym, choć ze sprawami tam poruszanymi także związanym.

Przypomnijmy najpierw pewne wydarzenie sprzed szesnastu lat. 14 października 1992 r. przybył do Warszawy specjalny wysłannik ówczesnego prezydenta Federacji Rosyjskiej Borysa Jelcyna prof. Rudolf Pichoja, szef wszystkich archiwów państwowych tej Federacji; i wręczył ówczesnemu prezydentowi Polski Lechowi Wałęsie pakiet kserograficznych kopii najtajniejszych dokumentów radzieckich dotyczących sprawy katyńskiej. Każda ich strona była opatrzona podpisem Pichoji i okrągłą pieczęcią "Komitetu do spraw Archiwów przy Prezydencie FR".

Najważniejsza w tym straszliwym pakiecie była kopia dokumentu, którego istnienia - w takiej przynajmniej formie - nikt w świecie nie tylko nie podejrzewał, ale nawet nie przypuszczał. Dokumentem tym jest decyzja Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. zatwierdzająca wniosek szefa NKWD Wawrzyńca Berii o wymordowanie 14700 polskich jeńców wojennych oraz 11000 innych polskich więźniów politycznych. Mówię "wymordowanie", choć tam jest określenie rasstrieł, "rozstrzelanie". U nas też tak się nieraz mówi: "rozstrzelano ich". To nieprawda; rozstrzelanie to jest pewna ceremonia wojskowa. Tamto nie było "rozstrzelaniem" naszych rodaków: to był ich ubój, jak w rzeźni. A teraz dokument, w którym ten ubój nakazano, został nam w uwierzytelnionej państwowo kopii przekazany. Widnieją na nim własnoręczne podpisy czterech członków Biura - Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana - odnotowane jest też poparcie dwóch dalszych, Kalinina i Kaganowicza.

Dobrowolne przekazanie nam przez Rosjan tak niebywałego dokumentu było politycznie i historycznie aktem najwyższej państwowej rangi. Akt ten zdruzgotał raz na zawsze monstrualne kłamstwo katyńskie - kłamstwo, którego wspólnikami była przez pół wieku znaczna część kierowniczych kół Zachodu, z amerykańskimi na czele. Akt ten był też ze strony rosyjskiej wielkim gestem pojednawczym, który u nas nie został nigdy należycie doceniony. Mogą mieć oni do nas o to głęboki uraz, i zapewne mają - niestety nie bezpodstawny. Nie o tym jednak chcę tutaj mówić, lecz o tym, co się potem z owym wręczonym nam przez Rosjan arcypakietem stało.

 

2. Dowiaduję się oto z prasy, że cały ten zbiór przełomowych dokumentów państwowych został przez kancelarię Prezydenta RP po prostu zagubiony (!). Gdzieś się zapodział, nie wiadomo kiedy, ani jak - i go nie ma! W dzienniku "Rzeczpospolita" ukazał się 10 lipca artykuł na ten temat, dość mętny. Czytamy tam, że - jak oświadczył szef pionu śledczego IPN Dariusz Gabrel - "od dwóch lat trwają poszukiwania przekazanych przez Rosjan akt dotyczących sprawy katyńskiej", jednakże "do tej pory nie udało się trafić na ich ślad"(!).

Jedenaście dni później, 21 lipca, w tejże gazecie ukazał się drugi artykuł na ten temat - jeszcze mętniejszy, ale za to pod radosnym nagłówkiem "Są dokumenty Katynia". Z tekstu widać jednak, że dokumenty wprawdzie są, ale nie te, o które chodziło, tylko jakieś inne, o których nikt przedtem nie słyszał. Przekazać miał je Wałęsie prezydent Jelcyn podczas wizyty w Polsce w sierpniu 1993 r., więc prawie rok później. Czytamy w artykule: "Jelcyn przywiózł najprawdopodobniej uwierzytelnione kopie tych samych dokumentów [co Pichoja]. Dokumentów przekazanych w 1992 r. nie trzeba było już przechowywać".

Cóż znaczy to "najprawdopodobniej" i to "nie trzeba już było"? Znaczyć może tylko jedno: Kancelaria Prezydenta RP dała przywiezione przez Pichoję dokumenty na przemiał! To nie do pojęcia, i to podwójnie: że było w ogóle możliwe, i że nikogo u nas nawet specjalnie nie dziwi, ani nie porusza - z redakcją "Rzeczpospolitej" i pionem śledczym IPN-u włącznie. W jakim my kraju żyjemy? Szef pionu śledczego IPN oświadczył 21 lipca, że "W tym tygodniu prokuratorzy udadzą się do prezydenckiej kancelarii", by wyjaśnić, co tam właściwie jest. Wczoraj, 29 sierpnia, dzwoniłem do IPN-u z zapytaniem, co wyjaśniono. Ich rzecznik prasowy poinformował mnie, że dotąd nic, bo jeszcze tam nie byli (!). Mieli urlopy i inne, ważniejsze sprawy.

Ten pakiet, który przywiózł Pichoja - jako obiekt materialny - był wehikułem olbrzymiego zwrotu: ujawnieniem światu przez samych Rosjan najistotniejszej prawdy o Katyniu. To było święte i bezcenne naczynie tej prawdy, jakie przechowuje się z czcią i najstaranniejszą pieczołowitością. Obecny przy jego przejmowaniu Czesław Miłosz powiedział wtedy: "Świat nie chciał uwierzyć w możliwość takiej zbrodni. Przez 50 lat mężowie stanu, dyplomaci, historycy, dziennikarze podtrzymywali - z rzadkimi wyjątkami - spisek milczenia [...]. Oto chwila, kiedy cała prawda w jej przeraźliwej nagości zostaje pokazana światu jako dokument przesłany z Moskwy". A Kancelaria Prezydenta RP ten "dokument przesłany z Moskwy" daje na przemiał? Pytam się: czy to była przestępcza głupota, czy polityczny sabotaż?

 

Jelcyn zdruzgotał potworne kłamstwo, w którym uczestniczyli nie tylko Rosjanie. Uczestniczyło w nim wielu polityków i intelektualistów zachodnich - od Harrimana i jego przemądrzałej córeczki poczynając, a na koryfeuszach brytyjskiej Izby Gmin kończąc, co jeszcze wiosną 1992 r. tego kłamstwa zaciekle bronili. Zachód był cichym wspólnikiem kłamstwa katyńskiego, a myśmy mu za to łajdactwo nigdy nawet rachunku nie wystawili. Dlaczego tolerujemy dzisiaj w milczeniu np. bezczelne poczynania Kongresu USA, którego "obie izby przygotowują rezolucje wzywające Polskę do jak najszybszego zadośćuczynienia właścicielom mienia skonfiskowanego w naszym kraju przez Trzecią Rzeszę i reżim komunistyczny" (patrz "Rzeczpospolita" z 15.7.08). Oni, ci kłamcy katyńscy, będą nam teraz udzielali lekcji moralności. To nam się należy zadośćuczynienie, od tych kongresmenów, za udział ich kraju w tym potwornym kłamstwie, które godziło też w nas - przez 50 lat.

 

3. I jeszcze słowo o Wołyniu. To samo pytanie - czy to przestępcza głupota, czy polityczny sabotaż - zadawałem sobie, gdy czytałem 24 lipca w "Rzeczpospolitej" wypowiedź marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, w której winę za ludobójstwo - prof. J.R.Nowak słusznie użył tu tego określenia - na polskiej ludności Wołynia i Podola chce on przerzucać z hitlerowców ukraińskich na Związek Radziecki, czy jak się wyraża na "Sowiety". Za Wołyń odpowiadają Sowieci - powiada. Myślę, że nawet w polityce rzadko można spotkać coś tak nieszczerego, a zarazem tak politycznie głupiego, jak ta wypowiedź pana marszałka.

 

4. Na koniec coś optymistycznego, w moim przynajmniej rozumieniu. Trzy dni temu przeczytałem w gazecie ("Rzeczpospolita" z 27.8.08), że CBOS, Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło sondaż na temat tego, ilu Polaków słucha Radia Maryja. CBOS - więc o stronniczość na rzecz Radia Maryja nie można ich chyba posądzać. I stwierdzili, że 8% Polaków słucha Radia Maryja stale, a ponadto jeszcze 7% słucha go dorywczo. Czyli łącznie Radio Maryja dociera do 15% słuchaczy w Polsce. Polska liczy 38 milionów mieszkańców. Odejmijmy dzieci, jest ich - powiedzmy - 8 milionów. Zostaje 30 milionów. Te 8% regularnych słuchaczy od 30 milionów to jest dwa i pół miliona; a jeżeli wziąć ogół tych, do których Radio Maryja dociera, czyli 15%, to jest cztery i pół miliona Polaków, tylko w kraju. Nie spodziewałem się, że Wasze radio ma w tej chwili aż tak duży zasięg społeczny: cztery i pół miliona osób, a w tym dwa i pół miliona słuchaczy regularnych. Myślę, że jak to porównać z wpływem takiego chociażby środowiska jak "Tygodnik Powszechny" - nie wiem, ile ma on nakładu, powiedzmy kilkadziesiąt tysięcy, to pewnie i tak dużo - to od 4,5 miliona jest to zaledwie 1%. Wpływ "Tygodnika Powszechnego" na mieszkańców Polski jest więc w porównaniu z Waszym znikomy.

Cokolwiek by sądzić o sondażach - fakt, że sam przeciwnik taki wpływ Waszej rozgłośni uznaje, zdaje mi się godny odnotowania. A fakt, że w dodatku to publikuje, choć by w kącie na którejś tam stronie, jest znakiem, że antyradiomaryjna cenzura słabnie. Czy to nie sukces?

 

*

 

Uzupełnienie. Tydzień później w audycji  Radia Maryja z 7 września br. wystąpił prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Cały jego występ pokazywał dowodnie, że ani ze swej klęski wyborczej, ani z "Listu otwartego" RPN-u nic nie zrozumiał - i już nie zrozumie. Z tej mąki chleba nie będzie, to pewne. Czy rozumie to chociaż RPN?

 
Ruch Przełomu Narodowego
order discount viagra online | free viagra sample | price of viagra | cheap viagra | side effects of viagra | information about viagra | Purchase viagra | female viagra | cheap generic viagra